fbpx

Nam się mury pną do góry

Po wyschnięciu zaprawy pod pierwszą warstwą bloczków, można było przystąpić do stawiania dalszej części ścian nośnych. Jako, iż dalsze prace przebiegają w oparciu o klej (zaprawę cienko spoinową) chowamy betoniarkę, wyciągamy mieszadło oraz zamieniamy kielnię zwykłą na kielnię do gazobetonu.

Po rozrobieniu kleju zgodnie z instrukcją oraz opanowaniu techniki używania tej kielni, przystępujemy do murowania. O ile pierwsza warstwa budziła we mnie przerażenie, to kolejne warstwy stawiane były naprawdę szybko. Tata murował (pierwszy raz w życiu z gazobetonu) ja donosiłem bloczki oraz je docinałem i w ciągu jednego dnia na budowie byliśmy w stanie postawić 130-150 bloczków (około 15-17m2 ściany). System pióro wpustowy jest genialny, naprawdę widać błyskawicznie postępy w pracy. Najbardziej czasochłonnym zajęciem jest docinanie bloczków na odpowiedni wymiar. Na początku nie mieliśmy dobrego narzędzia do tego, jednak później zaopatrzyliśmy się w specjalną piłę do cięcia gazobetonu za ok. 70 zł . I ten zakup zdecydowanie poprawił komfort pracy. W 5 dni majówki wszystkie ściany nośne mieliśmy postawione – oczywiście z przygotowanymi otworami na okna i drzwi. Co istotne – pod oknami dawaliśmy zbrojenie (2 pręty), no i oczywiście zostawialiśmy miejsca na wylanie nadproży. Można kupić również gotowe z sytemu Ytong, ale my zdecydowaliśmy się na ich wylewanie przy pomocy szalunków, zbrojenia i betoniarki. Naprawdę tempo powstawania ścian z gazobetonu jest bardzo przyjemne. Warto w to moim zdaniem zainwestować. Podoba mnie się to rozwiązanie.

Kolejnym etapem budowy, jest stawianie ścianek działowych, które stawia się praktycznie identycznie jak nośne, tylko z pustaków o mniejszej szerokości – 11,5 cm w systemie Ytong. Dla pewności ściany działowe mocujemy również do ścian nośnych za pomocą kotw.

Ciekawym uczuciem jest zupełna odmienność wrażeń co do wielkości domu, które zależy od konkretnego etapu prac. Raz dom wydaje się ogromny, inny razem targa mną uczucie – czemu on taki mały, cośmy zrobili :). W każdym razie efekty wizualne już są widoczne i można być dumnym, no chyba, że przyjeżdża nadworny krytyk – średni syn. W zależności od jego humoru pada recenzja lepsza – „wow, ale dużo zbudowaliście” lub gorsza „tylko tyle? Myślałem że już więcej pobudowane”. Normalnie powinien zostać youtuberem i zdetronizować niekrytego krytyka..

Po tej dozie krytyki, postanowione zostało, że dzieci pomogą.  Dziadek zlecił odcinanie szpachelką pozostałości kleju na bloczkach (przez dzieciaki fachowo nazwanych „glutami”). Zapału starczyło na jakieś 3 minut, potem prawie mieliśmy ukonstytuowane związki zawodowe, żądania podwyżki oraz skargę w Amnesty international odnośnie wyzysku nielatów na poziomie Bangladeszu. No ale kilka „glutów” sprzątnęli, szacun i medal za pracowitość…

Site Footer

Wszystkie prawa zastrzeżone dla @5naswoim.pl